piątek, 15 lipca 2016

Ignacy Karpowicz "Sońka"

Dawno książka nie zrobiła na mnie takiego wrażenia, nie ścisnęła tak za gardło, jak
"Sońka". Krótka, jak nowela, ale daje taką dozę emocji, że gdy skończyłam ją czytać w autobusie, to zerkałam na boki, czy nikt nie widzi mojego wzruszenia.
Igor- modny reżyser teatralny z Warszawy, przyjeżdża w swoje rodzinne strony, do białostoczańskiej wsi. Przypadkiem, chociaż w tej opowieści nie ma przypadków, spotyka starą kobietę, Sońkę. Od tego momentu opowieść wymyka sie ramom czasu i realizmu. Sońka wie, że stoi już nad grobem, chce opowiedzieć komuś historię swojego życia. W osobie Igora dostrzega Anioła Śmierci, na którego czekała, który ją wysłucha i przeprowadzi na drugą stronę rzeki, czyli do śmierci.
Dramat kobiety wydarzył sie w czasie II wojny. Zakochała sie w Niemcu, który brał udział w eksterminacji tamtejszej ludności. Zakochała sie właściwie we własnym obrazie jaki sobie stworzyła, bo nie znała języka niemieckiego, nic nie wiedziała o swoim ukochanym. Ale gdy Joachim mówił do niej o tym co robi, to Sońka układała niemieckie słowa wg. własnych wyobrażeń. Będą żyli szczęśliwie, będą jeździć nad morze, które nazywa się Juden, będą mieć kota o imieniu Raus, który będzie łapał myszy, czyli Schweine. Ktoś mógłby pomyśleć, że to marna groteska, ale napisane jest w taki sposób, że łapie za gardło. Joachim staje się jej nadzieją na lepsze życie, na ucieczkę od ojca, który wykorzystywał ją seksualnie, od braci, którzy nią pogardzali.
Igor, słuchając opowieści Sońki, przenosi ją na deski teatru, wyobrażając sobie poszczególne sceny, opinie krytyków. Dla niego ta historia sprzed lat ma ogromne znaczenie emocjonalne. Wysłuchując historii starej kobiety, pomaga jej uwolnić się od przeszłości, a jednocześnie widzimy, że w nim samym zachodzi przemiana. Pewnie można tu dopatrywać się wątków autobiograficznych; wieś na granicy białoruskiej, tamtejsza ludność,  wreszcie sam reżyser, który z wiejskiego Ignacego przemienia się w znanego Igora.
Temat książki mógłby wydać się banalny i kiczowaty, lub ocierać o zbędny patos. Jednak Karpowicz, chyba dzięki swojemu kunsztowi pisarskiemu, uniknął tego. Forma i język opowieści, czynią ją wyjątkową, liryczną, poruszającą emocjonalnie. Magiczny realizm, baśniowość, brak ram czasowych, spowodowały, że przeniosłam się do innego świata.

1 komentarz:

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.

Praca, praca,praca...

Dlatego nie mam czasu na przyjemności, chociażby takie jak pisanie bloga. Sama nie wiem jak udaje mi się czasem przeczytać jakąś książkę. Je...