czwartek, 24 grudnia 2015

Wiersz na Boże Narodzenie

Konstanty I. Gałczyński - POWRÓT

A podana jest gdzieś ulica
(lecz jak tam dojść? którędy?),
ulica zdradzonego dzieciństwa,
ulica Wielkiej Kolędy.
Na ulicy tej taki znajomy
w kurzu z węgla, nie w rajskim ogrodzie,
stoi dom jak inne domy,
dom, w którym żeś się urodził.
Ten sam stróż stoi przy bramie.
Przed bramą ten sam kamień.
Pyta stróż: „Gdzieś pan był tyle lat?”
„Wędrowałem przez głupi świat”.
Więc na górę szybko po schodach.
Wchodzisz. Matka wciąż taka młoda.
Przy niej ojciec z czarnymi wąsami.
I dziadkowie. Wszyscy ci sami.
I brat, co miał okarynę.
Potem umarł na szkarlatynę.
Właśnie ojciec kiwa na matkę,
Że czas się dzielić opłatkiem,
więc wszyscy podchodzą do siebie
i serca drżą uroczyście
jak na drzewie przy liściach liście.
Jest cicho. Choinka płonie.
Na szczycie cherubin fruwa.
Na oknach pelargonie
blask świeczek złotem zasnuwa,
a z kąta, z ust brata, płynie
kolęda na okarynie:
Lulajże, Jezuniu,
moja perełko,
Lulajże, Jezuniu,
me pieścidełko.

wtorek, 15 grudnia 2015

Roma Ligocka

"Droga Romo"

Sięgam po każdą kolejną książkę Romy Ligockiej. I chociaż są one do siebie podobne w takim sensie, że nie wnoszą wiele nowego na temat życia autorki, to i tak je czytam. Jest to ciągłe rozprawianie się z przeszłością, z której wyziera lęk, samotność, smutek.
W tej książce Ligocka dokonuje próby rozrachunku z dorastającą Romą, maturzystką i studentką. To czas, kiedy odkrywa w sobie nie tylko wylęknione, wycofane dziecko, ale i własną kobiecą atrakcyjność. Pozostawiona trochę sama sobie, (bo matka wyjechała za granicę), zaczyna sama wchodzić w dorosłe życie, stykać sie z jego brutalną stroną, jak np. aborcja.
Opowiada też o swoim małżeństwie z człowiekiem, którego kochała i nie dostrzegała jego problemów z alkoholem. Pragnąc miłości i akceptacji, brnęła w związek, który wyniszczał ją. Początkowo nie chciała dostrzegać symptomów uzależnienia u męża, później sądziła, że poradzi z tym sobie, że wyciągnie męża z nałogu. Aż w końcu, jak sama mówi w jednym z wywiadów, uświadomiła sobie, że musi wreszcie zadbać o siebie, przerwać tę walkę o męża, która toczyła się kosztem jej własnego zdrowia psychicznego i fizycznego.
Z książki wyziera przejmująca samotność, brak miłości, wsparcia, głębokich więzi rodzinnych. Autorka sama mówi, że kochały się z mamą, ale okazywały to sobie w szorstki, oschły sposób. Myślę, że po różnych traumach, (a zwłaszcza Holokauście), ludziom tak trudno jest wyjść ze skorupy, w której zamknęli swoje uczucia.  I  może to banalne co teraz powiem, ale zamknięcie się w sobie, odcięcie od ciepłych uczuć osłabia człowieka, nie daje siły do dalszego życia.
W prozie Ligockiej, jak zwykle, smutek i samotność wiszą w powietrzu. Sama autorka mówi, że "lubi ten swój smutek". I to uczucie ogarnia też czytelnika, a potęgują je rysunki autorki - smutne postaci kobiet, o dużych, wystraszonych oczach. Czytając książki Romy Ligockiej, mam poczucie obcowania z osobą niezwykle kruchą, którą chciałoby się otoczyć opieką. Ale paradoksalnie, ta kruchość jest jej siłą, bo łączy się z empatią, delikatnością i szacunkiem dla uczuć drugiego człowieka.

poniedziałek, 7 grudnia 2015

Kapela ze wsi Warszawa


- ostatnio wsłuchuję się w ich muzykę, bo nowa płyta " Święto słońca" jest naprawdę interesująca. Swoim tytułem nawiązuje do dawnych kultów, wspólnych dla ludzkości, zanim powstały wielkie religie i podzieliły ludzi.
Ciekawy wydaje mi się powrót do pewnego rdzenia ludzkości, pierwotnej wspólnotowości. Zwłaszcza w czasach konfliktów, podziałów, gdy mówimy o imigracji, lęku przed obcymi, to taka muzyka, ponad narodami, korzenna, pozwala inaczej spojrzeć na te problemy, na rodzące się w Europie nacjonalizmy. Muzyka korzenna, poprzez odwoływanie się do pradawnych religii jest kulturowym spoiwem, które może ułatwić przełamywanie barier.
Żyjemy w świecie, w którym, na skutek globalizacji, rozwoju techniki, następuje nieuniknione przenikanie się kultur. Ale dobrze jest też znać własne korzenie i jednocześnie mieć świadomość istnienia wspólnego, pierwotnego rdzenia.

Album Święto Słońca składa się z dwóch płyt - Słońce i Księżyc. Pierwszy nawiązuje do energii dnia, witalności, a drugi odnosi się do energii nocy, wyciszenia, refleksji. Pieśni zawarte w albumie związane są ze świętem sobótkowym i mają obrzędowy charakter. Dzięki zaproszonym do nagrań gościom z Iranu, czy Indii, słychać też azjatyckie brzmienie, co ma podkreślić wspólne źródła kultury Słowian z ludami indoeuropejskimi.
Wartością  World Music jest właśnie to, że mimo na pierwszy rzut oka widocznych różnic, wydobywa elementy pokrewne i łączy ludzi ponad podziałami.
Fascynuje mnie taka organiczność i transowość muzyki korzennej, pozwalająca się przenieść w inny świat odczuć, doznań na takim pierwotnym poziomie, gdzieś na granicy z magią. Największe wrażenie robi na mnie utwór "Tarninowy ogień" - ciarki przechodzą, jak słucham.(polecam do słuchania na Spotify)
Wspaniali muzycy, którzy nadali tej płycie charakterystyczne brzmienie to Ustad Liaquat Ali Khan - mistrz sarangi, Kayhan Kalhor grający na instrumencie zwanym kamancha i wokalistka z hiszpańskiej Galicji - Mercedes Peón.
Zamknijcie oczy i dajcie się ponieść tym rytmom.



"Carte blanche" Jacka Lusińskiego

Historia nauczyciela z lubelskiego liceum, który traci wzrok wydaje się być stworzona na scenariusz filmu. I choć film dobrze zrobiony, C...