poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Dziewczyna z szafy

w reż. Bodo Koxa, uznano za najlepszy film zagraniczny na Festiwalu Filmów Niezależnych w Rzymie. Lubię takie kino, ten rodzaj narracji i humoru, graniczącego z pure nonsensem. Opowiadający niby o zwyczajnych problemach - o poszukiwaniu miłości, chorobach, cierpieniu. Niezwykła jednak w filmie jest konwencja w jakiej te tematy i bohaterowie zostali ukazani.
Jest to film o miłości, nie tylko tej erotycznej, ale takiej zwyczajnej - do drugiego człowieka. O trudzie bycia razem w cierpieniu, chorobie, o radzeniu sobie z odrzuceniem przez ogół. Ale nie jest to prosty melodramat, jest tu ironia, groteska, dystans do problemów, czarny humor.
Tytułowa bohaterka żyje w świecie nieco oderwanym od rzeczywistości, w surrealistycznych przestrzeniach, niczym Alicja w krainie czarów (nawet królik jest). Pogrążona w swojej chorobie (depresji, psychozie?), ma trudności w nawiązaniu normalnych relacji z ludźmi, zmaga się z myślami i próbami samobójczymi, z urojeniami i omamami - chociaż nie jest to typowy zapis choroby psychicznej. Raczej opowieść z pogranicza realności i magii, baśni.  Mieszają się światy, konwencje, na tyle, że czasem nie wiadomo, czy widz ma się śmiać, czy raczej płakać ze wzruszenia.
Świetne role aktorskie, zarówno Wojciecha Mecwaldowskiego, jako Tomka - chorego umysłowo, jak i Piotra Głowackiego - jego brata. Tego drugiego znałam tylko z serialu "Bez tajemnic", gdzie nie ujął mnie swą grą. Myślę, że w "Dziewczynie z szafy" pokazał swój kunszt aktorski.

I jeszcze kilka kadrów z filmu:






W drodze do pracy

Piękny widok, tylko szkoda, że muszę o iść do pracy. Na szczęście autobus przyjechał punktualnie.😊