wtorek, 24 grudnia 2013

... bez tytułu

Pomódlmy się w Noc Betlejemską,
w Noc Szczęśliwego Rozwiązania,
by wszystko się nam rozplątało,
węzły, konflikty, powikłania.

Oby się wszystkie trudne sprawy
porozkręcały jak supełki,
własne ambicje i urazy
zaczęły śmieszyć jak kukiełki.

Oby w nas paskudne jędze
pozamieniały się w owieczki,
a w oczach mądre łzy stanęły
jak na choince barwnej świeczki.

Niech anioł podrze każdy dramat
aż do rozdziału ostatniego, 
i niech nastraszy każdy smutek
tak jak goryla niemądrego.

Aby się wszystko uprościło-
było zwyczajne - proste sobie -
by szpak pstrokaty, zagrypiony
fikał koziołki nam na grobie.

Aby wątpiący się rozpłakał
na cud czekając w swej kolejce,
a Matka Boska - cichych, ufnych -
na zawsze wzięła w swoje ręce.


ks. Jan Twardowski

niedziela, 22 grudnia 2013

Boże Narodzenie w malarstwie

 Mam tradycyjne, trochę może dziecięco-naiwne wyobrażenie sceny narodzin Chrystusa. Jestem do tego na tyle przywiązana, że zaniepokoiły mnie pogłoski płynące chyba 2 lata temu od Benedykta XVI, że z tymi zwierzątkami przy żłobie to nie wiadomo do końca jak tam było. Ewangelia nie wspomina o nich, więc umiejscawianie ich w stajence ma inne znaczenie.
Poszukałam informacji jak temat narodzin Jezusa był pokazywany w ikonografii.
Początki malarstwa na ten temat sięgają VI w. i nawiązywały do kanonu wschodniego. Jako miejsce narodzin Jezusa przedstawiana była grota, co miało sugerować  rychłą śmierć Jezusa i złożenia Go w skalistym grobie.
Malowane były postaci wołu i osła, ale miały one charakter symboliczny - wół oznaczać miał Żydów a osioł pogan. Zwierzęta miały być też nawiązaniem do proroctwa Izajasza.
Ciekawe jest to, że Maryja przedstawiana była w pozycji leżacej, odwrócona tyłem do Jezusa. Nie pochyla się nad swoim narodzonym dzieckiem, nie okazuje gestów czułości, opiekunczości, jakich można by się spodziewać.
 Postać św. Józefa sytuowana była zupełnie z boku, jakby wyalienowana z tej sytuacji. Siedział z zafrasowaną miną (w końcu była to sytuacja dla niego trudna do pojęcia). Na pierwszych obrazach przedstawiających narodziny Jezusa pokazywana jest też postać diabła, odzianego w zwierzęce skóry, stojąca zawsze przy św. Józefie. Wyglada dość makabrycznie, nie pasuje do sielskiej scenki, jaką znam.
Ciekawą kwestią jest też przedstawianie kobiet, szykujących kąpiel dla Dzieciątka. Woda przygotowana jest w naczyniu o kształcie kielicha. Ma to sugerować los jaki czeka Jezusa - cierpienie, przelana krew. Zaskakujące jest pokazanie dwóch postaci Jezusa, jedna -  leżąca w żłobie i jednocześnie, na tym samym obrazie druga -  kąpana przez kobiety.
I jeszcze mozaika z Cappella Palatina w Palermo ok. 1150 r.


W XIV w. styl przedstawiania narodzi Jezusa zaczyna się zmieniać. Skalną grotę zastępuje szopa, znika postać diabła. Ale najważniejsza jest zmiana w postawie Marii i Józefa. Są pochyleni nad Dzieciątkiem, skupieni, mają złożone ręce. Widać na tych obrazach nastrój modlitwy i adorcji.
Robert Campin ok. 1425 r.
Mistrz Ołtarza z Trzeboni  Adoracja Dzieciątka Jezus , przed 1380 r.


A oto mój ulubiony Hieronim Bosch :


Prostota, ubóstwo, wół ogrzewający małego Jezusa swoim oddechem.

I bardziej współcześnie : Salvadore Dali

Świeta Bożego Narodzenia , 1946 r.
Paul Gauguin : Boże Narodzenie z akcentami Tahiti






I pozornie obrazobórczy obraz Eugeniusza Muchy, mający jednak głębszy sens ewangeliczny, podkreślający przeznaczenie z jakim Jezus się narodził.



Temat Bożego Narodzenia jest często poruszany w malarstwie, trudno wyczerpać go w jednym poście. Będę więc do niego jeszcze wracać, bo czas ku temu jest sprzyjający.








czwartek, 19 grudnia 2013

Andrzej Jagodziński Trio

Podczas pracy lubię słuchać radia, najczęściej jest to Trójka i Tok fm. Dziś w Tok fm mój ulubiony dziennikarz - Cezary Łasiczka zaprosił gości, których muzyka wlała miód do mojego serca. Byli to Andrzej Jagodziński i jego przyjaciele z Trio - Adam Cegielski (kontrabasista) i Czesław Bartkowski (perkusja). Panowie opowiadali o swojej wieloletniej współpracy, zgodności charakterów i upodobań muzycznych.  To co mówili o swojej muzyce znajduje odzwierciedlenie w ich graniu - aby wyrazić emocje, nie trzeba zasypać słuchacza kanonadą dźwięków. Z ich muzyki emanuje spokój, wyczuwa się, że każda nuta jest przemyślana i na swoim miejscu.
Posłuchajcie sami :





wtorek, 17 grudnia 2013

...aby do Świąt

Jak tu wstawać do pracy, gdy za oknem jest coś takiego...




Siąpi deszcz, tylko nieliczni sąsiedzi już się obudzili - tak sądzę po kilku małych światełkach w oknach.
Piję kawę i obmyślam menu na Święta, planuję porządki domowe (najgorsze dla mnie jest zawsze mycie okien). Nie lubię siedzenia w Święta za stołem i obżerania się, ale mimo wszystko coś dobrego trzeba przygotować, jakieś smakołyki , których na co dzień się nie jada. A tu jeszcze nie wszystkie prezenty kupione, jeszcze zebranie  u córki w szkole, ciasto na klasową Wigilię, no i wieczorem zdążyć do kościoła na rekolekcje. Uff !
Ozdoby choinkowe już kupione, bo w tym roku zmiana kolorystyki na fioletowo-srebrną . Dla mnie Święta zaczynają się, gdy jedziemy z mężem kupić choinkę. Lubię te coroczne dyskusje -jodła czy świerk, mniejsze drzewko czy większe - takie pod sufit...?
Śniegu zapewne jak zwykle nie będzie. Tęsknię za czasami, gdy z moją małą córeczką wypatrywałam na śniegu śladów kopytek reniferów Mikołaja. Teraz moje dziecko już za duże na takie żarty, a poza tym gdzie te ślady sań mają być, skoro śniegu nie ma  - chyba na błocie...
Ostatnie dwa lata spędzaliśmy Boże Narodzenie w górach, w Świętej Katarzynie (Świętokrzyskie). W tym roku zostajemy w domu, by nacieszyć się domowymi pieleszami i łonem rodziny:) . Chociaż przyznam, że trochę mnie ciągnie w góry... .

W wolnych chwilach czytam "Czas kukułczych gniazd" Zbigniewa Domino. Są to dalsze, powojenne losy bohaterów "Syberiady polskiej". Zabużanie są przesiedlani na tzw. ziemie odzyskane, próbują tam urządzać sobie życie na nowo - w domach zabranych Niemcom. Sybiracy dowiadują się o pogromach na Wołyniu, o banderowcach, o mordowaniu Polaków i Żydów. Na razie książka nie zachwyca mnie pod względem warsztatu literackiego, a losy bohaterów jakoś nie wciągają tak bardzo, jak w pierwszej części. Może dlatego, że czytam ją na raty, więc nie bardzo mogę się skupić na fabule. Więcej napiszę po przeczytaniu całości; może uda mi się dokończyć podczas wolnych dni świątecznych.

P.S. W ciągu dnia na szczęście wypogodziło się, w Łodzi pogoda taka bardziej wiosenna:).
Wieczorny widok z mojego tarasu wyglądał tak:



"Carte blanche" Jacka Lusińskiego

Historia nauczyciela z lubelskiego liceum, który traci wzrok wydaje się być stworzona na scenariusz filmu. I choć film dobrze zrobiony, C...