wtorek, 17 grudnia 2013

...aby do Świąt

Jak tu wstawać do pracy, gdy za oknem jest coś takiego...




Siąpi deszcz, tylko nieliczni sąsiedzi już się obudzili - tak sądzę po kilku małych światełkach w oknach.
Piję kawę i obmyślam menu na Święta, planuję porządki domowe (najgorsze dla mnie jest zawsze mycie okien). Nie lubię siedzenia w Święta za stołem i obżerania się, ale mimo wszystko coś dobrego trzeba przygotować, jakieś smakołyki , których na co dzień się nie jada. A tu jeszcze nie wszystkie prezenty kupione, jeszcze zebranie  u córki w szkole, ciasto na klasową Wigilię, no i wieczorem zdążyć do kościoła na rekolekcje. Uff !
Ozdoby choinkowe już kupione, bo w tym roku zmiana kolorystyki na fioletowo-srebrną . Dla mnie Święta zaczynają się, gdy jedziemy z mężem kupić choinkę. Lubię te coroczne dyskusje -jodła czy świerk, mniejsze drzewko czy większe - takie pod sufit...?
Śniegu zapewne jak zwykle nie będzie. Tęsknię za czasami, gdy z moją małą córeczką wypatrywałam na śniegu śladów kopytek reniferów Mikołaja. Teraz moje dziecko już za duże na takie żarty, a poza tym gdzie te ślady sań mają być, skoro śniegu nie ma  - chyba na błocie...
Ostatnie dwa lata spędzaliśmy Boże Narodzenie w górach, w Świętej Katarzynie (Świętokrzyskie). W tym roku zostajemy w domu, by nacieszyć się domowymi pieleszami i łonem rodziny:) . Chociaż przyznam, że trochę mnie ciągnie w góry... .

W wolnych chwilach czytam "Czas kukułczych gniazd" Zbigniewa Domino. Są to dalsze, powojenne losy bohaterów "Syberiady polskiej". Zabużanie są przesiedlani na tzw. ziemie odzyskane, próbują tam urządzać sobie życie na nowo - w domach zabranych Niemcom. Sybiracy dowiadują się o pogromach na Wołyniu, o banderowcach, o mordowaniu Polaków i Żydów. Na razie książka nie zachwyca mnie pod względem warsztatu literackiego, a losy bohaterów jakoś nie wciągają tak bardzo, jak w pierwszej części. Może dlatego, że czytam ją na raty, więc nie bardzo mogę się skupić na fabule. Więcej napiszę po przeczytaniu całości; może uda mi się dokończyć podczas wolnych dni świątecznych.

P.S. W ciągu dnia na szczęście wypogodziło się, w Łodzi pogoda taka bardziej wiosenna:).
Wieczorny widok z mojego tarasu wyglądał tak:



6 komentarzy:

  1. Ech, pogoda mało grudniowa :/ A do ubierania choinki jakoś nie mam natchnienia...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ...czyli nie czujesz "magii tych świąt"? :) Chyba to tak trochę jest , że w pewnym wieku ubiera się choinkę już tylko dla dzieci, żeby im zrobić przyjemność. (Mam na myśli oczywiście swój wiek:)

      Usuń
  2. To może jednak góry zamiast obżarstwa?:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja matka i siostra wywarły na mnie "lekką" presję. One lubią spędzać święta w domu, a też czasem chciałyby pobyć w święta ze mną . Potrzebny jest kompromis - jeden rok w górach, jeden w domu. Ale przecież nie jest to równoznaczne z obżarstwem :)( tak sobie przynajmniej postanowiłam).

      Usuń
  3. Witaj Leno :)
    Najmilej wspominam Wigilie z dzieciństwa, kiedy za stołem spotykała się cała rodzina, gdzie każdy szczegół i detal był dopracowany; od bielusieńkiego obrusa z mereżką, przez wyjmowaną "od wielkiego dzwonu" porcelanową zastawę i srebrne sztućce, te same miejsca co roku dla wszystkich, 12 dopracowanych przez mamę i babcię potraw, aż po choinkę (zwykły świerk) do sufitu pachnącą tak, jak dziś już żadne hodowlane drzewko nie pachnie. I w ogóle cały, niepowtarzalny, świąteczny aromat domu: mieszanina zapachu choinki, pieczonych ciast, wykrochmalonych (kto dziś krochmali?) obrusów i wypastowanych podłóg (kto dziś pastuje)? Eh... rozmarzyłam się. Pewnie dziś wolałabym wyjechać w góry, ale też ulegam presji 90-letniego taty i dzieci - całkiem dorosłych już, starych koni ;)
    Dziękuję Ci za ten post i świetne, nastrojowe zdjęcia. Pozdrawiam serdecznie i pędzę do pracy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewo, ale z Ciebie ranny ptaszek - gdy wiekszość ludzi dopiero przeciera oczy, to Ty już piszesz takie miłe komentarze. Ja niestety miałam zawsze tradycyjną PRL-owską sztuczną choinkę (w tamtych latach wszystko było erzacem). Ale zapach wypastowanych podłóg też był dla mnie symbolem Świąt. Obecnie znana marka do nabłyszczania paneli ( Ta na P...) nie ma tak "pięknego" zapachu. To smutne, że jak wspomina sie Święta , to zawsze wracamy do dzieciństwa. Czy dorosłym ludziom tak trudno jest ulec nastrojowi takich chwil? Miłego dnia Ewo:)

      Usuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.

W drodze do pracy

Piękny widok, tylko szkoda, że muszę o iść do pracy. Na szczęście autobus przyjechał punktualnie.😊