piątek, 26 października 2012

Marina Abramović Artystka obecna , reż. Matthew Akers


Obejrzenie filmu - dokumentu o "babci performanc'u" - Marinie Abramović wywarło na mnie duże wrażenie. Jest to artystka  urodzona w 1946 r. w Jugosławii. Jej rodzice byli zagorzałymi komunistami. Zaangażowani w działalność polityczną , nie poświęcali uwagi córce.Matka nie okazywała jej ciepłych uczuć, bo jak twierdziła - jedynaczki nie można rozpieszczać . Jej metody wychowawcze można nawet nazwać torturą i znęcaniem psychicznym i fizycznym.
Myślę , że doświadczenia z dzieciństwa mogły mieć silny wpływ na jej emocje i osobowość. Wiele osób mogło by załamać się , zamknąć w sobie. Abramović potrafiła swoje urazy , kompleksy, wykorzystać twórczo.
Jej performance  jest bardzo kontrowersyjny. Można mieć watpliwość czy jest to jeszcze sztuka czy już perwersja,masochizm , czy próba uporania się z własnymi problemami emocjonalnymi. A może nie można tego rozdzielić. Może sztuka w naturalny sposób graniczy z obnażaniem siebie , z perwersją psychiczną (i fizyczną)?
Marina Abramović wystawia swoje ciało na ryzykowne eksperymenty.
Czesała swoje włosy przez wiele godzin, raniąc skórę aż do krwi.
Ludzie kłuli ją kolcami róży
W ramach projektu "Rytm" ułożyła na stole kilkadziesiąt przedmiotów np. bat, nożyczki, skalpel, pistolet. Zachęcała ludzi , by używali ich wobec jej ciała. Ludzie kłuli ją, kaleczyli, nawet przystawiali pistolet do głowy. Sytuacja ta pokazała, jak w człowieku budzi się agresja , gdy stworzy mu się sprzyjające warunki.
W innej części tego projektu łykała tabletki na schorzenia neurologiczne i psychiczne, by sprawdzić zależność między umysłem a ciałem .
Doprowadziło to oczywiście do niebezpiecznych konsekwencji.
W 1975 r. w Amsterdamie zrobiła po raz pierwszy coś co mnie wprowadziło w duże osłupienie. Po raz kolejny wykorzystała swoje ciało jako narzędzie artystycznej (?) ekspresji.Tu uwaga- opis będzie drastyczny.
Najpierw zjadła kilogram miodu i wypiła litr wina. Kieliszek zgniotła w ręku.
Następnie żyletką wycięła sobie na brzuchu gwiazdę. Krwawiła już mocno , ale dla Mariny to było za mało. Zaczęła smagać się biczem po plecach. Kiedy były już zakrwawione - położyła się na krzyżu z bryły lodu. Nad nią wisiał grzejnik , który grzał ciepłym powietrzem  w jej poraniony brzuch. W tym czasie krew na plecach przymarzła do krzyża. Publiczność nie wytrzymała - zdjęli ją z krzyża- wybawili przed nią samą .
Wtedy poznała swojego wieloletniego partnera Ulay'a. Mówiła , że on ją uratował, bo w końcu by się zabiła. Nasuwa się tu pytanie czy to sztuka , czy autodestrukcja? Czy aż tak angażowała się w projekt ,że traciła zupełnie kontrolę nad sobą?!
Do 1988 r. tworzą z Ulay'em  nierozłączny duet, jak bliźniacy , nawet ubierają się tak samo. Prowokują nagością w miejscach publicznych, zadają sobie ból , cierpienie.
       Duże wrażenie robi cykl nagrodzony w Wenecji Złotymi Lwami. Przez kilka dni Marina siedzi na stercie kości i oczyszcza je z resztek .  Smród z gnijących resztek był tak duży , że widzowie nie mogli wytrzymać w sali dłużej iż minutę.
Był to protest artystki wobec wojny na Bałkanach , symboliczne opłakiwanie zmarłych.
Z czasem Abramović zmienia swoją interpretację sztuki. Mówi , że w performansie nie są najtrudniejsze  brutalne akcje wymierzone przeciw własnemu ciału. Najtrudniejsze jest nicnierobienie. Ważny jest stan umysłu z jakiego wysnuty jest performance.
 Chcąc zmusić ludzi do dłuższej koncentracji , do bycia "tu i teraz", siedziała nieruchomo na krześle wiele godzin . Ludzie siadali na przeciwko niej , patrzyli jej w oczy , niektórzy płakali. Część uczestników tego pokazu śmiało się z tak rozumianej sztuki . Inni byli pod dużym wrażeniem tego doświadczenia.

Warto obejrzeć film, przyjrzeć się Marinie Abramović. Można poczuć obrzydzenie  , zachwyt lub popukać się w głowę . Na pewno nie można przejść obok niej obojętnie. Patrząc w jej piękne , głębokie oczy ,widać jej cierpienia , emocje. Nie można jej sztuki oceniać w kategoriach "co artystka miała na myśli". Trzeba spojrzeć na jej przedstawienia przez pryzmat własnych wewnętrznych projekcji.




2 komentarze:

  1. Ciekawy, choć na pewno dla większości kontrowersyjny projekt/dokument, ale myślę, że warto zobaczyć, choćby z ciekawości.

    OdpowiedzUsuń
  2. To prawda , Marina jest tak kontrowersyjna , że niektórych może to odpychać. Ale myślę , że warto poznawać coś co nie zawsze jest zgodne z naszą estetyką.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.

W drodze do pracy

Piękny widok, tylko szkoda, że muszę o iść do pracy. Na szczęście autobus przyjechał punktualnie.😊